… nie ma to jak upiec dwie pieczenie na jednym ogniu!

29 grudnia, może odpoczywacie jeszcze po świętach albo nastrajacie się sylwestrowo-noworocznie. My tymczasem zabiegani, zalatani! Z jednego dnia wolnego trzeba wycisnąć jak najwięcej! Zaczęliśmy więc od wizyty u konsula. Wyjazd o tyle nietypowy, że słyszeliśmy różne historie na temat tego, jak takie spotkanie przebiega. W naszym wypadku umówienie się na 9:30 (na którą to godzinę przybyło kilkanaście osób) zakończyło się przy urzędniczym okienku o 10:30. Obsługujący nas pan zaczął po polsku, brzmiał jednak niczym syntezator mowy Ivona (z tego miejsca serdecznie pozdrawiamy, pana nie Ivonę), w związku z czym już po chwili rozmowa zeszła na angielskie tory. Fakt nieposiadania rodziny w juesej nie działał na naszą korzyść, podobnie niezaobrączkowanie, pana w okienku niezwykle ujęła jednak historia Tomka, który opowiedział o handlu w internecie towarem z chińskiego warehouse’a, co miły urzędnik okrasił komentarzem „That’s some crazy stuff”. Gdy poznał nasz plan przejechania przez całe Stany, oddał się prowadzeniu notatek w swoim kompjutrze, acz minę miał nietęgą. Tym większa była nasza radość, gdy po kilkudziesięciu sekundach (trwały dla nas jak wieczność, tak dla podkreślenia dramaturgii) rzekł „Applications approved, have a nice trip”. Ulga i wielkie szczęście!

DSC_0054

Zachęceni porannym sukcesem, poszliśmy za ciosem. Po trzech kwadransach od wyjścia z konsulatu byliśmy już w Centrum Medycyny Podróży, by rozeznać kwestię szczepień (czas najwyższy!). Po godzinie wyszliśmy szczuplejsi o w sumie 800 zł, zaszczepieni przeciwko durowi brzusznemu i żółtej febrze. Kolejna porcja szczepień – luty 2016.
OK, kończymy. Co ważne dzisiejsze szczepienia mogą wprowadzić nas w stan grypopodobny (żółta gorączka) i doprowadzić do boleści ręki („może się zdarzyć”, mówili, tymczasem lewice po durze bolą nas oboje!), wpis więc powstaje przez klikanie dwóch rąk prawych. Na dziś więc wystarczy 🙂

DSC_0056

4 uwagi do wpisu “… nie ma to jak upiec dwie pieczenie na jednym ogniu!

  1. Czemu nieposiadanie rodziny w Stanach miałoby działać na waszą niekorzyść? Zawsze mi się wydawało, że ktoś kto w Stanach ma „bazę” w postaci rodziny łatwiej skusi się na zostanie nielegalnym imigrantem, a to przecież o to chodzi w tych wizach. A „niezaobrączkowanie” czemu by miało być złe? Że zawrzecie fałszywe związki małżeńskie z Amerykanami żeby zostać w Stanach na zawsze? OMG, jakby życie w USA było tak rajskie jak się tym ludziom z konsulatu wydaje 😛 Ja też się spinałam tą wizą choć wiem, że prawie każdy ją dostaje 😉

    Polubienie

    1. Pytają jednak o zaproszenie od kogoś w formularzu wizowym, chyba woleliby, by w razie tarapatów mogła się delikwentem zaopiekować rodzina, a nie jakieś służby socjalne 😉 Co do stanu wolnego – zdecydowanie myślą, że jedzie się w celach poszukiwania drugiej połowy i zostania u nich na zawsze 🙂 tak jak piszesz – uważają, że wszyscy tak chętnie się do nich garną i chcieliby zostać za wszelką cenę 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s