… MIESZKANIE W DŻUNGLI TO NIE PRZELEWKI!

Godzina 21 z minutami, czwartek. Od prawie 8 godzin siedzimy na lotnisku w Porto Velho czekając na lot do Rio Branco, dla nas ostatniego punktu na mapie Brazylii. Czy jesteśmy zmęczeni tym postojem? Nic z tych rzeczy! Po 5 dniach spędzonych na łodzi i 4 szalonych dobach w towarzystwie Tity, lotniskowa przerwa jest prawdziwym relaksem. Jemy, pijemy, i z nogami na plecakach siedzimy na internecie. Tego nam było trzeba! Absolutnie nie możemy narzekać na te ostatnie półtorej tygodnia, bo było po prostu cudnie, acz pół dnia nicnierobienia bardzo nam się przydało 🙂 O naszych poczynaniach na łodzi już wiecie, teraz nadszedł czas na raport z lądu w sercu dżungli. Zapraszamy do zobaczenia tego miejsca oczami naszymi i naszej couchsurferki, a zarazem przewodniczki po tym świecie – Tity.

Jak wiecie, my do Manaus dopłynęliśmy. Z racji położenia pośrodku lasu amazońskiego, tylko ta opcja, obok samolotu, wchodzi w grę. Nie ma żadnej drogi pozwalającej na wydostanie się z miasta w inne części kraju. Myśl o takim odosobnieniu w tej 2-milionowej aglomeracji przyprawiała nas o dreszcze. Dodatkowych atrakcji dostarczyła nam wspomniana już wcześniej Tita.

Zanim więcej o dżungli i mieście, musimy wspomnieć, jak to się stało, że właśnie na jej kanapie wylądowaliśmy. Ta producentka i aktorka, istny wulkan energii, typ, który nigdy nie usiedzi w miejscu, była (i wciąż jest) wkurzona na sytuację polityczną w swoim kraju (odwołanie prezydenta). Jej frustracja zaszła tak daleko, że postanowiła poszukać sposobów na tanie podróżowanie. Fraza „jak podróżować bez pieniędzy?” wpisana w Google wyrzuciła jej stronę Couchsurfing. A tam już czekał nasz apel o możliwość noclegu u kogoś w Manaus. Bez dwóch zdań PRZEZNACZENIE! 😀

Musicie wiedzieć, że Tita to bardzo konkretna babka, która dokładnie zaplanowała nasz pobyt w Manaus. Co więcej, zimna woda pod prysznicem, milion komarów w mieszkaniu i szwędające się po domu jaszczurki to dla niej chleb powszedni. Na naszą sugestię o usunięcie jaszczurki z pokoju ryknęła gromkim śmiechem. Czego się niby spodziewaliśmy po mieszkaniu na samym końcu miasta, na skraju lasu tropikalnego? Powinniśmy się cieszyć, że przez 4 dni do domu nie zawitał żaden włochaty pająk. Widok małpy czy leniwca w ogrodzie również nie robi na nikim wrażenia w tym miejscu.

Dla turysty miasto przygotowało dwa rodzaje atrakcji – te związane z pięknymi budynkami w historycznym centrum oraz atrakcje samej natury. Kolonialna zabudowa centrum przełomu XIX i XX wieku nie zaskoczyła nas wybitnie, choć przyznać musimy, że Teatr Amazonii z przepiękną kopułą w barwach Brazylii zrobił na nas spore wrażenie 😉 Podobnie jak Lisboa Market czyli najstarszy w mieście targ, na którym można kupić świeże mięsa, ryby czy owoce i warzywa i zjeść smaczny, a niedrogi posiłek. Na to ostatnie oczywiście daliśmy się skusić racząc swoje podniebienie tapioką (rodzaj naleśnika z mąki maniokowej) z żółtym serem i smażonym bananem. To bardzo popularne tu połączenie, a banan odgrywa w kuchni Manaus kluczową rolę 😉

image

image

image

image

image

image

image

Kolejne dni to poświęcenie czasu na część przyrodniczą. Nie byliśmy zainteresowani wycieczką do dżungli dla niemieckich emerytów, bo nie lubimy ustawek dla turystów. Wybraliśmy się za to do dwóch miejsc, które łączą możliwość podziwiania fauny i flory amazońskiej dżungli z prowadzonymi tam badaniami naukowymi. Wizyta w instytutach INPA i MUSA pozwoliła nam bliżej przyjrzeć się pięknu Amazonii. Widzieliśmy charakterystyczne dla tego regionu gatunki zwierząt, których nazw nawet nie spamiętaliśmy oraz bardziej pospolite 4-metrowe Anakody, wielkie jak ludzka dłoń pająki czy kilkusetkilogramowe krokodyle. Lepiej patrzeć pod nogi wybierając się na wycieczkę po tutejszym lesie! Sam spacer w dżungli i przysłuchiwanie się ogłosom natury były również niezwykłym doświadczeniem!

image

image

image

image

image

Na koniec dodamy jeszcze, że wczoraj w nocy, kończąc pobyt, chcieliśmy zrobić sobie pamiątkowe selfie przy schabowym, którego ponownie po miesiącu przyrządziliśmy (vide: wpis z Urugwaju 😉 ). Skończyło się rozkręceniem imprezy i powstaniem całej sesji zdjęciowej z masą rekwizytów. Z Titą nie sposób się nudzić! Kilka kompromitujących ujęć poniżej:

image

image

image

Za 1,5 godziny lot to Rio Branco, w którym skończymy brazylijską część naszej przygody. Tita! Wielkie dzięki za poświęcony nam czas w Manaus i za to, że codziennie urywałaś się dla nas z pracy 🙂 Dalej w świat udajemy się z nadzieją, że wciąż będziemy spotykać na swojej drodze tak wspaniałych ludzi 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s